Świętojańskie wideo

Teatr na nowe czasy: Pawlak/Pigoński, Usta McQueena

Teatr na nowe czasy: Komuna//Warszawa, Paradise Now? Remix Living Theatre

Wiedżmin w Teatrze Muzycznym w Gdyni: fragment próby medialnej

Śpiewający Aktorzy 2017: Katarzyna Kurdej, Dziwny jest ten świat

Barbara Krafftówna W Gdańsku

Notre Dame de Paris w Teatrze Muzycznym w Gdyni: Czas katedr




Polecane

Jacek Sieradzki: Rezygnuję. Rozmowa z dyrektorem festiwalu R@Port

VI ranking aktorów Wielkiego Miasta

Kto wygrał, kto przegrał: teatry i festiwale. Podsumowanie roku teatralnego na Pomorzu cz.3

Nasyceni, poprawni, bezpieczni. Podsumowanie roku teatralnego 2014 na Pomorzu, cz.2

Podsumowanie roku teatralnego 2014 na Pomorzu, cz.1: Naj, naj, naj

Niedyskretny urok burżuazji. Po Tygodniu Flamandzkim

Na8-10Al6Si6O24S2-4 dobrze daje. Po perfomansie ‘Dialogi nie/przeprowadzone, listy nie/wysłane’

Panie Jacku, pan się obudzi. Zaczyna się X Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port

Wideoklip - niepokorne dziecko kinematografii i telewizji. Wywiad z Yachem Paszkiewiczem

Empire feat. Renia Gosławska - No more tears

Na co czekają więźniowie ? Beckett w Zakładzie Karnym w Gdańsku-Przeróbce

Zmiany, zmiany, zmiany. Podsumowanie roku teatralnego 2012 na Pomorzu

Debata w sprawie sprofanowania Biblii przez Adama Darskiego (Nergala)

Jakie dziennikarstwo poświęcone kulturze w Trójmieście jest potrzebne ?

Dość opieszałości Poczty Polskiej. Czytajmy wiersze Jerzego Stachury!

Brygada Kryzys feat. Renia Gosławska & Marion Jamickson - Nie wierzę politykom

Monty Python w Gdyni już do obejrzenia!

Kinoteatr Diany Krall. "Glad Rag Doll" w Gdyni

Tylko u nas: Dlaczego Nergal może być skazany ? Pełny tekst orzeczenia Sądu Najwyższego

Obejrzyj "Schody gdyńskie"!

Piekło w Gdyni - pełna relacja

Pawana gdyńska. Recenzja nowej płyty No Limits

Kiedy u nas? Geoffrey Farmer i finansowanie sztuki

Wciąż jestem "Harda" - wywiad z bohaterką "Solidarności"

Wielka zadyma w Pruszczu Gdańskim

Podróż na krańce świata, czyli dokąd zmierza FETA ?

Co piłka nożna może mieć wspólnego ze sztuką ?

Eksperyment dokulturniający, czyli „Anioły w Ameryce” na festiwalu Open’er

Zrozumieć czas: rozmowa z Marcinem Horałą, posłem i pełnomocnikiem Prawa i Sprawiedliwości w Gdyni

Opublikowano: 16.10.2016r.

Pierwsza rozmowa z cyklu "Zrozumieć czas". Można dzielić się na plemiona, można zwalczać i wycinać. Można także rozmawiać - by zrozumieć czas, by zrozumieć ludzi, by szukać porozumienia. W cyklu "Zrozumieć czas" chcemy rozmawiać m.in. z pomorskimi politykami, intelektualistami, aktywistami, naukowcami reprezentującymi różne opcje i wizje. By zrozumieć, by się porozumieć.

Zrozumieć czas: rozmowa z Marcinem Horałą, posłem i pełnomocnikiem Prawa i Sprawiedliwości w Gdyni

 

Piotr Wyszomirski: To, co się dzieje dzisiaj w Polsce, to wojna czy rewolucja?

 

O wojnie polsko-polskiej

 

Marcin Horała*: Ani to, ani to. Nastąpiła normalna, demokratyczna zmiana. Dla niektórych może być  bardzo szokująca, bo po raz pierwszy zadziałał mechanizm głębokiej demokracji.  Nie wygrały tym razem frakcje tego samego, z grubsza, obozu, czyli z jednej strony postkomunistów a z drugiej liberalno-lewicowej części Solidarności. Do tej pory tylko te ugrupowania miały prawo sprawować władzę. Patriotyczno-narodowa część „S” i ugrupowania o takim charakterze spoza niej po raz pierwszy przejęły władzę realną, obejmującą kontrolę nad mediami, biznesem i strategicznymi agendami państwa. Ci, którzy mieli być „barbarzyńcami”, „dziczą” trzymaną z dala, za bramą, nagle wdarli się do środka. Osobom, które były przeświadczone, że władza jest dana raz na zawsze, świat się zawalił w jednej chwili. To musiał być szok.

A rządy 2005-2007 i wcześniej rządy AWS oraz Jana Olszewskiego?

Tzw. pierwszy PiS to nieco ponad rok a rząd Olszewskiego nawet nie pół roku. Co ważniejsze, oba rządziły w warunku permanentnego kryzysu parlamentarnego, bez większości. Można je było traktować jako „wypadek przy pracy”, tymczasowy epizod, który zaraz się skończy i można go przeczekać. Jak się okazało - słusznie. W AWS dominowały środowiska tworzące obecnie Platformę Obywatelską, koalicja AWS-UW to była, przekładając na obecne szyldy, w gruncie rzeczy koalicja PO-PO. To tu, to tam pojawiały się pojedyncze osoby spoza tego obozu (najbardziej znanym przykładem jest roczny epizod śp. Lecha Kaczyńskiego w roli ministra sprawiedliwości). Zdecydowanie dominował inny kierunek.

Powtórzę pytanie: wojna czy rewolucja? Po raz pierwszy jedno ugrupowanie ma taką władzę, zachodzą zmiany we wszystkich obszarach aktywności, spór w łonie PO-PiS przybrał na gwałtowności – nie wiem tylko czy ciągle pod flagą polsko-polską…

Nie nadużywajmy określeń. Na wojnie giną ludzie…

Nie muszą ginąć ludzie, by była wojna…

To prawda. No dobrze, zgódźmy się na wojnę symboliczną (śmiech). Gwałtowność sporu politycznego wynika z delegitymizacji bardzo długo panującej władzy i dopuszczenia do głosu większej części społeczeństwa, które do tej pory takiej możliwości nie miało.

To wojna kulturowa? Dla niektórych to kolejna, nie wiadomo już którą mutacja odwiecznego, arcypolskiego podziału na „pany” i „chamy” …

Blisko, ale ja chętniej posługuję się podziałem na Konfederację i Familię z początków XVIII wieku.

https://www.youtube.com/watch?v=LEY7dKceXFc&feature=youtu.be

Marcin Horała o panach i chamach, swojej pratii, lewicy i prawicy w Polsce Jeżeli masz problem z "odpaleniem" filmu, kliknij tutaj.

 

Lewica, prawica

 

W Polsce to, co się zwykło nazywać lewicą społeczną, czyli m.in. wrażliwość na nierówności materialne, połączona jest z konserwatyzmem kulturowym. Natomiast lewica ideologiczna, koncentrująca się na sprawach obyczajowych, była fanaberią synków i córeczek bogatych tatusiów. Na świecie robotnicy byli bazą lewicy społecznej a partie prawicowe opierały się na mieszczaństwie, klasie średniej.  W Polsce było trochę inaczej: w latach 1988/89 wielkim biznesem, „panami” zostały de facto chamy przywiezione w 1945 roku na sowieckich czołgach. Lewica była z nazwy lewicą, ale taką bardziej kawiorową.

Wchodzimy na  grząski grunt polskiej terminologii politycznej. Zacznijmy od PiSu: to narodowa lewica, czy narodowa prawica z pakietem socjalnym?

Polska scena polityczna jest faktycznie specyficzna. Gdyby Jarosław Kaczyński po rozpadzie Porozumienia Centrum i klęsce AWS zadowolił się rolą szeregowego posła, to bardzo możliwe, że dzisiaj, i pewnie na stałe, mielibyśmy podział dwubiegunowy. Z jednej strony socjalna lewica wywodząca się jakoś z SLD, z drugiej centroprawicowa chadecja z Platformą Obywatelską. Powstanie Prawa i Sprawiedliwości uniemożliwiło takie rozwiązanie.

Na pewno w polskiej polityce silny jest podział kulturowy.  Pod względem stosunku do gospodarki i własności prywatnej PiS jest partią eklektyczną, wielonurtową i raczej pragmatyczną. Partia, która chce rządzić, musi mieć rys, który daje jej spójność ideową, ale też musi być otwarta na inne, zbliżone nurty…

W Polsce nie można inaczej. Po komunie mamy bardzo głęboko przeoraną strukturę społeczną. Tradycyjne tropy nakładania się na siebie interesów ekonomicznych, klas społecznych i politycznych sposobów postrzegania świata u nas są bardzo przemieszane i niezorganizowane. Na świecie tradycyjnie prawicowa jest armia, w Polsce kadrę Ludowego Wojska Polskiego trudno uznać za ostoję konserwatywnej prawicy (jak było to na przykład w Chile). Zamożność była domeną dawnych działaczy PZPR, którzy uwłaszczyli się na fragmencie majątku narodowego.

Reasumując: główny podział polityczny w Polsce można rozpisać na Europejczyków i Patriotów. To kolejna mutacja sporu między Konfederacją a Familią, ale jest to także już inny podział niż na postkomunę i postsolidarność (który wydawał się dominować w poprzednim wieku), bo w tej ostatniej byli i Europejczycy, i Patrioci.

Jedna partia ma monopol na patriotyzm?

Oczywiście, że nie. Nie odmawiam prawa do patriotyzmu przedstawicielom innych elektoratów. Chodzi tutaj bardziej o stosunek do tradycji. W przełożeniu na model państwa, to wybór między państwem specyficznym, wewnątrzsterownym, czerpiącym ze swej tradycji, a państwem będącym polskojęzycznym obszarem szeroko pojętej Europy, z kosmetycznymi dodatkami regionalnymi.

 

Wolność, swobody obywatelskie

 

A co ze swobodami obywatelskimi?

Zależy jak je będziemy definiować.

A można je różnie definiować?

Oczywiście. Jeśli chodzi o tradycyjne rozumienie swobód obywatelskich, to zapisane i gwarantowane w konstytucji – nie ma najmniejszych obaw – będą oczywiście respektowane i nikt ani przez  moment nie miał pomysłu, by było inaczej. To po prostu standard cywilizacyjny. Co innego, gdy będziemy rozważać i rozszerzać swobody indywidualnie. Na przykład prawo do aborcji albo usankcjonowanie związków homoseksualnych – czy zaliczymy do swobód obywatelskich? Są środowiska, które próbują je tak redefiniować, ale my się do nich nie zaliczamy.

A Trybunał Konstytucyjny i media publiczne?

Zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego trudno nazwać ograniczeniem swobód obywatelskich…

Ale to bezpiecznik, dzięki któremu można kontrolować władzę…

Jest kilka organów władzy i jest między nimi pełen power play. W wyniku splotu różnych okoliczności Trybunał Konstytucyjny wyrąbał sobie nadmierną, moim zdaniem, pozycję. Oczywiście dobrze, że organy władzy mogą się kontrolować, ale nie ma jakiegoś jednego, jedynego, uświęconego wręcz organu, który jako jedyny wie, co najlepsze dla obywateli. Nie jest nim na pewno TK, który nie zawsze stoi na straży interesu obywateli a nie establiszmentu.

Na przykład?

Na przykład próba rozszerzenia dostępu do wykonywania zawodów prawniczych. Władza wystąpiła o poszerzenie praw obywatelskich w tym zakresie, ale TK zablokował zmiany i stanął na straży interesów pewnej grupy.

Może powinniśmy skorzystać z wzorów zagranicznych? W Stanach Zjednoczonych to obywatele wybierają szeryfa, prokuratora stanowego, lokalnego poborcę podatkowego.

Myślenie, że wybory bezpośrednie rozwiążą problem, uważam za mocno naiwne. W Polsce argumentem przeciwko są dla mnie wybory bezpośrednie prezydentów, burmistrzów i wójtów.

Ale to dlatego, że nie wprowadzono kadencyjności.

Nie tylko. Przewaga systemowa prezydentów nad wszystkimi pozostałymi aktorami na lokalnej scenie politycznej jest przeogromna. Brakuje mechanizmu zdrowej konkurencji, braku narzędzi kontroli społecznej. Wójt, burmistrz prezydent potrafią być panami nieomalże życia i śmierci na swoim terenie – decydują, kto będzie mieć a kto nie będzie mieć pracy, mieszkania, szansy na prowadzenie biznesu. Mają możliwość korumpowania lokalnych mediów czy też liderów opinii.

Malutki przykładzik z Gdyni. W naszym mieście nie wiemy na przykład, jak głosują radni. Mam nadzieję, że uda się to zmienić i obywatele będą wiedzieć, jak głosowali ich wybrańcy, tak jak to ma miejsce w parlamencie. Ten standard kontroli obywatelskiej władzy powinien być wprowadzony wszędzie. Pozwoli to nie tylko wychwycić nadużycia (np. głosowanie we własnej sprawie), ale da obywatelom możliwość poznania wyników głosowania z udziałem ich wybrańców, co może, a nawet powinno, wpływać na wybory obywateli.

A wolność artystyczna?

Niektórzy artyści uważają, że należy im się dofinansowanie bez względu na to, co robią. Nie chcemy wprowadzać czynnika politycznego do decydowania o granicach wolności artystycznej, ale nie chcemy też, by w projektach finansowanych przez państwo  tych granic nie było w ogóle. W każdej innej dziedzinie niż kultura i sztuka takie niekontrolowane wydatki byłyby uznane za skandal.

Chyba po raz pierwszy partia rządząca w Polsce wyraża takie stanowisko. Czy oznacza to, że aby projekt artystyczny uzyskał dofinansowanie ze środków publicznych musi być z godny z określoną etyką i estetyką? Na przykład chrześcijańską? Czy nie jest to forma cenzury?

Po pierwsze każde dzieło musi być etyczne. Można sobie wyobrazić, że powstaje film gloryfikujący satanizm czy skrajny nihilizm. Czy państwo musi takie filmy finansować, tak aby twórca miał komfort i mógł zrobić film „na bogato”? Brak środków nie oznacza cenzury ani prewencyjnej ani represyjnej, mogą przecież powstawać filmy bez dofinansowania ze środków publicznych…

No, ale znając polskie realia, ciężko zrobić film na odpowiednim poziomie jakościowym bez pieniędzy publicznych.

Ciężko, ale jest to możliwe. „Układ zamknięty”, film o tematyce niewygodnej dla ówczesnej władzy, nie dostał dofinansowania z PISF-u, ale jednak powstał. Nadal pozostaję przy stanowisku, że prawo do robienia dowolnego filmu na dowolny temat akurat za pieniądze podatnika nie jest podstawowym prawem człowieka.

 

Czy Polska może być uczciwym państwem?

 

Czy Polska może być uczciwym państwem?

Może, ale potrzeba czasu i determinacji. Względy kulturowe i zaszłości historyczne i …

Homo sovieticus, demokracja szlachecka…

Wszystko po trochu, ale demokracji szlacheckiej „dorobiono gębę”. Kwestia wolności osobistej była w Polsce bardzo wysoko postawiona. To był kraj oparty na założeniu, że ludzie będą się stosować nie tylko do wymogów prawa popartych siłą fizyczną państwa, ale także do danego słowa i pojęcia honoru, które wówczas coś znaczyło. Dzięki temu Polska mogła mieć kiedyś dość lekki aparat państwowy, nie wszystko musiało być regulowane przez prawo, za którym stoi policjant. Szlachta mogła się sama sądzić i egzekwować prawa, np. metodą zajazdu.

Ostatecznie jednak demokracja szlachecka zbankrutowała…

To prawda. Stało się tak dlatego, że być może nie dotrzymano tych wysokich standardów.

Homo sovieticus?

Też, ale również to, co się działo po 1989 roku. Premier Bielecki powiedział, że pierwszy milion trzeba czasem ukraść. Przecież to jest zaproszenie do budowania społeczeństwa złodziei! A poseł Sawicka? Każdy, kto  widział nagranie, wie, co zrobiła, ale ówczesne elity i media tak poprowadziły narrację, że wyszło na to, że została uznana za ofiarę. Widzi to zwykły człowiek, policjant i urzędnik i nie dziwmy się, że żyjemy w państwie, w którym zaufanie do władzy jest niewielkie.

Państwo Prawa i Sprawiedliwości będzie inne?

Oczywiście.

Polska krajem bez afer?

No nie, wszędzie są afery, złodziejstwo i łapówkarstwo. Ale ważne, co się z tym robi. Nawet krótki okres, nie do końca szczęśliwy, kiedy byliśmy przy władzy (lata 2005-7), pokazał, że walka z korupcją może być skuteczniejsza.

Były także, delikatnie mówiąc, „mokre petardy”:  pokazowe aresztowania, błyskotliwe akcje a potem przeprosiny i w ostatecznym rozrachunku była to antyreklama państwa sprawiedliwego.

I tak, i nie. To być może pokazywało, że nie wszystkie obszary państwa udało się zreformować. To jest jeden z problemów, które dotykamy, mówiąc o wolności obywatelskiej. Bardzo często za szeroko pojęte wolności obywatelskie  uważa się daleko posuniętą autonomię grup zawodowych, instytucji publicznych, na przykład sądów…

Dlaczego, mimo że tak wiele osób ma gorzkie doświadczenia z niekompetentnymi, mówiąc delikatnie, sądami, ta grupa zawodowa jest nietykalna?

To ciągle problem transformacji ustrojowej. Przejęto strukturę chorą i nienormalną, bo PRL to nie było zdrowe ani państwo, ani społeczeństwo. W pewnym momencie sejm przyjął ustawę, według której Polska stała się państwem prawa. Niezawisłość  sądów jest poza dyskusją, ale nie w sytuacji, gdy polskie sądownictwo zostało w całości przejęte z PRL-u, w którym sędziowie byli wybierani pod określonym kątem i w określonym celu. Doprowadziło to do wielu patologii.

Co zrobić, by funkcjonowało państwo prawa z zachowaniem niezawisłości sądów w takiej sytuacji?

To trudna i delikatna sprawa. Można jedynie małymi kroczkami doprowadzać do większej przejrzystości. Np. wprowadzić obowiązek składania deklaracji majątkowych przez sędziów. Ale i to jest trudne, środowisko na jakąkolwiek próbę tego typu reaguje histerycznie. Udało nam się wprowadzić  wiele usprawnień i poprawek. Można już delegować sędziów, znaczy przenosić z miasta do miasta. Ministerstwo Sprawiedliwości zaproponowało odejście od kontradyktoryjnego procesu karnego, co wyrówna szanse stron procesowych. Usuwamy zasadę owoców zatrutego drzewa, która w kraju o wysokiej kulturze prawnej jest dodatkowym zabezpieczeniem praw obywatelskich, ale w kraju dotkniętym patologiami służy przede wszystkim bezkarności przestępców.

Czy państwo solidarne przeszło już do lamusa sloganów politycznych?

Nie, choć było definicją adekwatną do pewnej sytuacji, do osi podziału politycznego, która uległa z czasem modyfikacji. Pozostaje więc, powiedzmy, w stanie aktualności, ale takiej lekko zakurzonej. Należałoby się zastanowić nad nowszą definicją, tylko wszyscy mamy na głowach sprawy nieco pilniejsze od sporów definicyjnych…

 

Konstytucja, sądy, sprawiedliwośc społeczna

 

Po co do tej pory była w Polsce konstytucja?

Konstytucja, jako najwyższy akt prawny jakaś być powinna…

Ale nasza konstytucja była martwa a świadomość jej przekładalności na codzienność  w polskim społeczeństwie była bardzo nikła. Po co konstytucja, która nie ma realnej mocy?

Konstytucja nie musi mieć realnej mocy sprawczej. Może być tzw. konstytucja „lekka”, która określa strukturę państwa i odsyła do organów państwa, które mają realną moc.

No, ale polskie prawo i sądy, są jakie są. W Stanach Zjednoczonych obywatel ma bardzo zakorzenioną świadomość istnienia konstytucji, jako najważniejszego i realnego aktu prawnego.

Stany Zjednoczone są specyficznym przypadkiem. Tam państwo nie opiera się na narodzie etnicznym, dlatego tak wielkie znaczenie konstytucji, która wiąże i tworzy tożsamość. Inaczej jest w krajach europejskich, kulturowych, etnicznych, w których stopień identyfikacji z konstytucją jest w naturalny sposób mniejszy. Jestem zwolennikiem konstytucji „lekkiej”, która określa prawa obywateli i zakresy kompetencji organów państwa. Reszta powinna być regulowana przez ustawodawstwo.

Za komuny popularne było zdanie: „Dobry fachowiec, niestety bezpartyjny”. Ostatnie lata wzbogaciły słownik społeczny o słowo „plecak” – to osoba, która robi karierę dzięki plecom. Czy żeby robić karierę dzisiaj wystarczy być specjalistą czy konieczna jest lojalność w stosunku do rządzącej partii?

Przede wszystkim zależy w jakich strukturach. Oczywiste jest, że w strukturach, które realizują program państwa, muszą być osoby, które utożsamiają się z tym programem. Nie muszą być to członkowie partii.

Jarosław Kaczyński powiedział kiedyś, że do zmiany państwa potrzebnych jest 40 tys. uczciwych, ideowych i do tego tańszych specjalistów. Macie tylu?

Mamy, ale proszę pamiętać, że ludzie z naszej opcji mieli szanse sprawdzenia się w strukturach państwowych jedynie przez 4 miesiące rządów Jana Olszewskiego i półtora roku w latach 2005-7. Nieliczni w mniej znaczących niszach w czasie rządu AWS-UW. Siłą rzeczy nasi ludzie nie mają wypełnionych cv. Nie bierzemy kandydatów „z sufitu”, bez wykształcenia, ale nie ma przeszkód, by np. z kierownika zrobić dyrektora czy z dyrektora prezesa, jeśli dana osoba ma kompetencje. Zdarzają się też pojedyncze błędy i wpadki, oczywiście każda rozdmuchana potem przez media.

To, co zdarzyło się po 1989 roku trudno nazwać sprawiedliwością społeczną.  Nie wszyscy byli beneficjentami zmian, co pewnie zrozumiałe, bo nikt nie wiedział dokładnie, jak to zrobić, dlatego że nikt wcześniej nie przechodził z ustroju quasisocjalistycznego do ustroju quasikapitalistycznego. Czy po tylu latach można coś naprawić?

Oczywiście, że tak. Pamiętajmy, że sprawiedliwość społeczną można różnie pojmować. Osobiście nie jestem zwolennikiem sprawiedliwości społecznej w rozumieniu jakiejś daleko idącej etatystycznej redystrybucji dochodów. Po ponad 25. latach „państwa prawa” wiele spraw zamazano, poukrywano. Nie da się zrobić tego, co można było zrobić w roku 1989, ale jednak coś się da.

Na przykład obniżenie rent i emerytur dla byłych esbeków…

Tak, wreszcie to się udało. Kiedyś już próbowano, ale wtedy Trybunał Konstytucyjny, stojący na straży „państwa prawa”, uznał, że wysokie uposażenia esbeków to są prawa słusznie nabyte i ich obniżenie narusza stwierdzenie, że Polska jest demokratycznym państwem prawa.

Z czego wynika styl uprawiania polityki przez PiS, nazwijmy go eufemistycznie „chropowatym”? Czy to zamierzone, czy po prostu brak umiejętności?

Nieumiejętność na pewno też, ale jest coś ważniejszego. W odróżnieniu od PO, które tworzyło swoisty parawan fikcji i pozorów, my najczęściej mówimy wprost i dążymy do celu bezpośrednio. Wizerunkowo wypada to dużo gorzej, ale jest uczciwsze. Przyznam, że zastanawiam się, czy ta nasza transparentność, która jest czasami po prostu naiwnością bezpardonowo punktowaną przez opozycję, jest potrzebna…

Czy podręczniki do historii najnowszej powinny się zmienić?

Pewnie tak, ale ja nie chciałbym pisać tych podręczników. Zresztą w szkołach historia dochodzi maksymalnie do II wojny światowej, na historię współczesną nie ma czasu. Za to trzykrotnie w polskim systemie edukacyjnym przerabia się i utrwala starożytność i średniowiecze.

Skoro przy szkole jesteśmy, zaskakuje mnie brak zaproszeń ze szkół. Jestem otwarty i bardzo lubię spotkania z młodymi ludźmi i nie wiem dlaczego dyrektorzy i nauczyciele nie chcą skorzystać z takiej bezpłatnej pomocy lekcyjnej, jaką jest spotkanie z „żywym” posłem (śmiech). Gdy sam chodziłem do szkoły, a były to lata 90-te, pamiętam, że takie spotkania się odbywały.

 

Pomorze, Gdynia, Gdańsk

 

Dlaczego na Pomorzu, gdzie było najwięcej działaczy opozycji solidarnościowej, zachowało się najmniej teczek i właściwie w ogóle nie mówi się o TW?

Być może właśnie dlatego. Możliwe też, że tutejsi współpracownicy byli najbardziej wartościowi i byli poza ewidencją. Jest też poziom, powyżej którego ciężko jest rozgraniczyć, czy był to jeszcze agent, czy polityk negocjujący z innym politykiem. No i oczywiście masowe niszczenie teczek.

Czy reforma samorządowa udała się? Po co nam powiaty? Co z kadencyjnością prezydentów, burmistrzów i wójtów?

Nie jestem przeciwnikiem powiatów. Na pewno bardzo dobrze sprawdziły się miasta na prawach powiatu. Co do całej reformy nie mam do końca wyrobionego zdania. Swego czasu PiS miał propozycję likwidacji powiatów przy  25. województwach. Na pewno jestem gorącym orędownikiem wprowadzenia kadencyjności. Wszyscy, z którymi rozmawiam, także są „za”, ale różne są pomysły na „przeszłość”. Czy wyzerować, a jeśli tak, to czy wszystko?

Dobra zmiana na Pomorzu nie zaistniała. Dlaczego?

Nie zgodzę się z tą tezą. W wielu miejscach, instytucjach, zaistniała. Natomiast to, co obywatele zazwyczaj postrzegają jako szeroko pojęte „państwo”, to są często instytucje samorządowe. Akurat na Pomorzu mamy w nich do czynienia z absolutną dominacją Platformy, czy raczej pewnego lokalnego układu, który w aktualnie trwającej konfiguracji sceny politycznej przyjmuje głównie szyld PO (lub lokalnych komitetów). Tu dobra, czy jakakolwiek, zmiana, może być możliwa wyłącznie na mocy decyzji wyborców w wyborach samorządowych.

Dużo się dzieje w mediach publicznych w Polsce, ale na Pomorzu jest spokojnie. Tak zostanie?

Dostrzegam zmiany na lepsze w mediach publicznych w regionie, ale z pewnością jeszcze wiele zostało do zrobienia.

Co się zdarzy w Gdańsku?

Sam jestem ciekaw. Jeśli to, co opublikowała prasa jest prawdą, to sprawa jest „gruba” i ewidentnie kwalifikuje się do skazania. Ciekawe, co zrobią ludzie i grupy interesów skupione wokół Adamowicza, którym żyło się bardzo dobrze przez wiele lat. Byliby głupi, gdyby go nadal bronili, powinni Adamowicza  „rzucić psom” i wybrać następcę, który szybko się wybije na krytyce skompromitowanego prezydenta.

W razie prawomocnego skazania prezydenta, rada miasta ma 30 dni na stwierdzenie wygaśnięcia mandatu. Jeżeli tego nie uczyni, wojewoda wzywa ją do podjęcia uchwały w ciągu kolejnych 30. dni. Jeżeli i to się nie stanie, wówczas mandat prezydenta wygasza wojewoda zarządzeniem zastępczym. Następnie premier mianuje komisarza i rozpisywane są wybory przedterminowe (chyba, że do wyborów w normalnym terminie zostało mniej niż 6 miesięcy).

Marcin Horała powalczy znowu o stanowisko prezydenta Gdyni w wyborach samorządowych 2018?

Trochę za wcześnie na deklaracje, poza tym nie wiadomo, gdzie będzie za dwa lata Marcin Horała (śmiech). A na serio – skłaniam się do tej decyzji, a sygnały, jakie do mnie docierają z PiS, jak i z innych środowisk, wskazują, iż jestem traktowany jako naturalny kandydat. Na ostateczne decyzje przyjdzie jeszcze czas.

To ciekawe, bo po mieście krąży opinia, że Horała w zamian za poparcie Szczurka w wyborach parlamentarnych, nie będzie z nim konkurować a gdyński PiS będzie uległy w stosunku do rządzącej Samorządności Wojciecha Szczurka.

Sprecyzujmy: w zamian za niewystępujące poparcie W. Szczurka (śmiech). Jako Pełnomocnik Prawa i Sprawiedliwości w Gdyni z pełną odpowiedzialnością komunikuję, że nasza partia nie uważa obecnego Prezydenta Gdyni ani za wroga, ani za sojusznika. Prezydent Szczurek ma swoje ugrupowanie polityczne, jest ono w sposób naturalny, jak każde inne, konkurentem dla Prawa i Sprawiedliwości. Mamy swój własny, konkretny pomysł na Gdynię. Warto zauważyć, że już w poprzednich wyborach samorządowych byliśmy jedynym ugrupowaniem w Gdyni, które przedstawiło obszerny program, zrobiło konwencję wyborczą a następnie kilkanaście konferencji prasowych i briefingów, gdzie informowaliśmy o naszych propozycjach. Ani PO, ani SWS ani nikt inny nie zadał sobie takiego trudu. Wierzę, że takie poważne podejście do wyborców powinno z czasem zaprocentować.

Dobra zmiana za dwa lata w Gdyni?

Mam taką nadzieję.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

***

Marcin Michał Horała (ur. 2 października 1981 w Gdańsku) – polski polityk, politolog i samorządowiec, poseł na Sejm VIII kadencji.

horala.pl

Marcin Horała na Facebooku

Absolwent prawa i politologii na Uniwersytecie Gdańskim, podjął pracę w jednym z gdyńskich przedsiębiorstw gospodarki morskiej. Działacz stowarzyszenia KoLiber oraz Stowarzyszenia Przyjaciół Cisowej, był także wiceprezesem Powiernictwa Polskiego. Był członkiem Unii Polityki Realnej, w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 kandydował bez powodzenia z listy UPR. Był radnym dzielnicy Chylonia, w 2006, 2010 i 2014 wybierany na radnego Gdyni. W 2014 jednocześnie bez powodzenia ubiegał się o miejską prezydenturę. W 2011 kandydował bezskutecznie na posła z listy PiS[6]. W wyborach parlamentarnych w 2015 wystartował ponownie do Sejmu w okręgu gdyńskim. Uzyskał mandat posła VIII kadencji, otrzymując 10 546 głosów. Jest żonaty, ma dwie córki.




Autor

obrazek

Piotr Wyszomirski
(ostatnie artykuły autora)

Każdy ma swoje Indie gdzie indziej